AMPE

KANAPKI PANA KANAPKI

Poniżej przykłady produktów, których należy unikać kupując u obwoźnego sprzedawcy.
WOŁOWINA PO MEKSYKAŃSKU
Dwa trójkąty z ciemnego pieczywa kryją w sobie poszarpane mięso, majonez, fasolki i zielone warzywa. Smakuje całkiem fatalnie.
KOTLET PO CYGAŃSKU Z BURACZKAMI
Schab w panierce z gęstym sosem, do tego pieczone ziemniaczki - całkiem udana kompozycja.Wszystko psują jednak buraczki, które zupełnie nie komponują się z resztą dania.
HUMMUS
Tutaj mogę bazować jedynie na obiegowej opinii, sam nigdy nie odważyłem się zainwestować w tę propozycję. Miejsce na liście "zawdzięcza" samej koncepcji - w zestawie brakuje mięsa.
ROSÓŁ
Zakup rosołu u Pana Kanapki to fatalny pomysł z wielu względów. Najważniejszy? - rosół jemy TYLKO w niedzielę.

DANIA WARTE POLECENIA

Kilka przykładów potraw, których konsumpcja sprawi, że Twoje życie stanie się lepsze.
KEBAB
Od miesiąca chodzi mi po głowie, dzisiaj nadszedł już czas na wizytę u Turka. Idealna kompozycja to talerz z mięsem i frytkami (w proporcjach pół na pół) polany trzema sosami (odrobinę pikantny). Obowiązkowo bez surówek!
PIZZA
Może nie tak wyszukane, ale sprawiające jakże wielką satysfakcję danie. Jest co najmniej kilku wartych polecenia dostawców, moim zdaniem zdecydowanie warto zainwestować w dzieło stworzone przez Pizza Hut. Najlepsza pozycja znajduje się już na początku menu - średnia pizza mięsna na puszystym cieście.
CHIŃCZYK
W tym przypadku kwestia kucharza i marki odgrywa kluczową rolę. Nie sztuką jest pokroić warzywa i mięso, wrzucić to do woka i zalać chemią. W każdym daniu powinna być odczuwalna nuta pasji i zaangażowania pracującego piętnastą godzinę Wanga.
LECZO
Koniecznie domowe, ewentualnie z góralskiej knajpy. Zdecydowanie odradzam pracownicze kantyny i bary studenckie - w ten sposób można łatwo zrazić się do genialnego wytworu węgierskiej sztuki kulinarnej. Podstawowa zasada: ma być na grubo!

PRZEPIS NA IDEALNY POSIŁEK

Wybór dostawcy to tylko jeden z elementów mistycznego rytułału, po odprawieniu którego z radością można westchnąć i stwierdzić "Ależ się obżarłem!".
Na początek należy zajrzeć w głąb siebie i ustalić, na co na prawdę mamy ochotę. Czy ma to być pełnowartościowy posiłek, który ma nam dać siły na pozostałą część dnia , czy chcemy wyparzyć sobie przewód pokarmowy i zalać się litrem Coli, czy po prostu chcemy wrzucić w siebie tonę syfu, po którym będziemy zdychać przez najbliższe godziny. Co wiemy na pewno? Potem odnajdujemy numer do zaufanego usługodawcy, dzwonimy (koniecznie pytamy, ile trzeba czekać na dostawę!) i kończymy tę fantastyczną przygodę obżarstwem na miarę XXI wieku!